W 1966 roku Zosia wstąpiła do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - była jej członkiem do czasu rozwiązania. Do końca swoich dni zachowała lewicowe poglądy, działając w SdRP i SLD.
Pamiętam, gdy w latach 2010 – 2014 razem z Zosią udzielałem się, jako radny miejski, to Zosia już „partyjną” nie była - natomiast „lewicową” tak! To znaczy zawsze mi powtarzała, że nie wyrzeknie się swoich poglądów, które tyle lat i na ciężkim, bo piaszczystym, kurpiowskim gruncie się zrodziły! Twierdziła, że te przekonania miały za jej młodych lat i nadal mają swoje pozytywne społecznie i państwowe przełożenie. Lubię – mówiła - między innymi je za to, że są trwałe. Śmiała się, że jest w swoich poglądach stała i uparta jak kurpiowski chłop. Nienawidziła tych, którzy je zmieniają, jak wiatr zawieje.
W Radzie Miejskiej trudno było wówczas określić, kto jest „lewicą”, a kto „prawicą”.
Powracając do lat młodości Zosi, to wszędzie było jej pełno, nie potrafiła być domatorką! {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Zosia pierwszy raz została radną po transformacji ustrojowej. Wówczas była członkiem samorządu mieszkańców.
Dobrze zapamiętałem ją, gdy w 1999 roku zacząłem pracować w Urzędzie Miejskim w Szczytnie w Wydziale Inwestycji. Wówczas jako jedna z nielicznych radnych umęczyła nas urzędników swoimi petycjami, wnioskami i projektami. Później, w 2006 roku, gdy zamieszkała w budynku wielorodzinnym na ul. Klonowej ciągle przychodziła do mnie, jako dyrektora Zakładu Gospodarki Komunalnej, w sprawach mieszkaniowych. Część lokatorów z tego budynku TBS była moimi komunalnymi najemcami. Po prostu Zosia załatwiała społecznie ich sprawy lokatorskie!
Gdy w 2012 roku przeprowadziłem się na ul. Klonową i zamieszkałem naprzeciw Zosi, to już mieliśmy prawie codzienną styczność. Do tego dochodziła działalność w Radzie Miejskiej, gdzie ja pełniłem funkcję zastępcy przewodniczącego rady, a Zosia przewodniczącej komisji rewizyjnej.
Pamiętam, że część radnych traktowała Zosię nieco pogardliwie. Trafiały się komentarze, że nie ma wyższego wykształcenia, że nieprawidłowo sporządza protokoły, że niezgodnie z procedurami przewodniczy komisji itd.
Rzeczywiście Zosia nie miała wyższego wykształcenia, ale jej wiedza praktyczna biła o głowę wszystkich złośliwych radnych, którzy chcieli traktować ją jak „czarną owcę”. Tyle dobrego robiła dla komisji i dla Szczytna, że nikt przed nią i długo po niej tego nie zrobi. Ponadto dzięki jej uporowi powstało wiele inwestycji miejskich. Pamiętam, że jednym z ostatnich tematów, przy którym chodziła, był remont infrastruktury z nawierzchnią naszych ulic Tetmajera i Klonowej. Dobrze zapamiętałem ten fakt, bo razem z nią uczestniczyłem przy rozwiązywaniu tego problemu.
Po zakończeniu VI kadencji Rady Miejskiej w Szczytnie w 2014 roku Zosia i ja zakończyliśmy karierę samorządową. Zosia przyjęła ten fakt z przykrością. Taka jest prawda, że na jej drodze wyborczej stanęła w wyborach w okręgu nr 2 odwieczna konkurentka Ewa Czerw z KWW „Z Górską dla Szczytna” i większością głosów pokonała Zosię, która startowała z komitetu „Razem dla Mieszkańców”
Zosia była pewna wygranej, więc nie przykładała większej wagi do kampanii wyborczej, zresztą jej mąż Bolesław miał pierwszy udar i w międzyczasie dwa kolejne, więc więcej przebywała w domu niż wśród wyborców.
Ja natomiast po namowie fałszywych przyjaciół z Rady Miejskiej zgodziłem się startować do Sejmiku Wojewódzkiego w Olsztynie. W czasie kampanii wyborczej po raz drugi miałem być przewodniczącym Komitetu Wyborczego Wyborców „Z GÓRSKĄ DLA SZCZYTNA” i wielkie szanse na ponowny wybór. Moje miejsce zajął, już wcześniej po cichu kreowany, Mariusz Pardo. Po wyborach został radnym i dodatkowo przewodniczącym Rady Miejskiej.
Od początku kampanii wyborczej w październiku 2014 roku byłem na przegranej pozycji. Nie miałem żadnych szans wygrać z moją serdeczną znajomą Sylwią Jaskulską!
Po przegranych wyborach długo z Zosią rozważaliśmy dlaczego tak się stało. Trudno, życie toczyło się dalej – ona zajmowała się swoimi problemami, ja swoimi!
W sobotę 8 grudnia 2018 roku dowiedziałem się, że Zosia Żarnoch zmarła. Aż trudno było mi uwierzyć, jeszcze nie tak dawno rozmawiałem z nią, prowadząc długie dialogi o bieżących sprawach, o życiu w mieście...
Zosia prezentowała szacunek dla mieszkańców, dla władz miasta i powiatu, nawet dla przeciwników politycznych. Żyła funkcją społeczną, nadal wszystko ją interesowało, pomagała bezinteresownie mieszkańcom. Jestem w 100% przekonany, że i po śmierci, tam w zaświatach jest społecznie zaangażowana w pomoc ludziom!
Leszek Mierzejewski
(cdn.){/akeebasubs}
