Od kilku lat w maju biorę urlop i jadę zdobywać góry. Jest to dobry termin, bo pogoda zwykle dopisuje, a szlaki puste stąd łatwość dotarcia w piękne miejsca. W tym roku wraz z moją przyjaciółką Zosią wybrałyśmy sie do Wisły, by zdobyć Baranią Górę.
Od kilku lat w maju biorę urlop i jadę zdobywać góry. Jest to dobry termin, bo pogoda zwykle dopisuje, a szlaki puste stąd łatwość dotarcia w piękne miejsca. W tym roku wraz z moją przyjaciółką Zosią wybrałyśmy sie do Wisły, by zdobyć Baranią Górę.
Miejska Biblioteka Publiczna w Szczytnie dla czytelników oraz miłośników aktywnego spędzania czasu zorganizowała doroczny V Rajd rowerowy - „Odjazdowy Bibliotekarz”. Impreza wspaniale wkomponowała się w obchody Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek i przyciągnęła rekordową liczbę uczestników.
Wyprawy na łono natury przy tak pięknej, wiosennej pogodzie to po prostu radość. Rowerowe podróże przez umajone lasy, łąki, obok ukwieconych sadów każdego uskrzydlają i napełniają siłą. Nic więc dziwnego, że jedziemy tędy i owędy, a z każdym kilometrem wydłużamy trasę. Cóż chcemy zobaczyć jak najwięcej i nasycić wiosennym, niepowtarzalnym pięknem.
Dostąpiłam wielkiego zaszczytu i zostałam zaproszona na uroczystość jubileuszu 70-lecia Mojej Szkoły Podstawowej Nr 2 im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Szczytnie. Jestem absolwentką tej placówki oświatowej, uczęszczałam do niej w latach 1967-1975. Moje wspomnienia zostały zamieszczone w Monografii SP. Nr 2 wydanej na okoliczność 50 lecia w 1996 r., aż uwierzyć trudno, że miało to miejsce 20 lat temu. Trudno też uwierzyć, że blisko 50 lat temu biegłam ubrana w granatowy fartuszek z białym kołnierzykiem, by uczyć się z elementarza o Ali, Oli i Asie, a na przerwie razem z innymi krzyczałam: „Ala i As poszli w las”.
Aluzja znajomego, który zaczepnie spytał: ”Nic się nie dzieje, nie opisujesz?”... podziałała na mnie jak płachta na byka. Jak to nic się nie dzieje?!! Dzieje się tyle, że ja po prostu nie mam czasu tego wszystkiego opisywać, dlatego też przywołana do „porządku” nadrabiam zaległości i opowiem, co się od ostatniego felietonu „w naturze i kulturze” wydarzyło. Otóż 12 marca po raz pierwszy w tym roku założyłam rolki na nogi oraz ciepłą kurtkę i „zrobiłam” Duże Domowe. Spotkałam wielu znajomych, ale najmilsze było spotkanie z Zygfrydem Leską on na rowerze, ja na rolkach. Oboje z zadowoleniem stwierdziliśmy, że cudowną mamy opaskę pieszo-rowerową i wspaniałe miejsce do uprawiania rekreacji. Sobota wprawdzie była słoneczna, ale niestety chłodek doskwierał więc po krótkiej pogawędce rozjechaliśmy się, ale załączona fotka utrwaliła tę chwilę.
Aż trudno uwierzyć, że Dyskusyjny Klub Książki osiem lat działa przy Miejskiej Bibliotece Publicznej w Szczytnie.
Do Miejskiej Biblioteki Publicznej w Szczytnie na wernisaż wystawy Huberta Jasionowskiego pod intrygującym tytułem „Borsuki” przybyła liczna grupa sympatyków zatrzymanej w kadrze przyrody, by podziwiać trudną sztukę fotografowania dzikich zwierząt. Spotkanie było niebywałą okazją poznania, na fotogramach i podczas prezentacji multimedialnej, naturalnego środowiska tego skrytego, prowadzącego nocny tryb życia ssaka.
W całej Polsce 28 lutego odbywały się biegi upamiętniające pamięć Żołnierzy Wyklętych, nic więc dziwnego, że i Szczytno przyłączyło się do tej ogólnopolskiej uroczystości. Start wyznaczono z Pidunia spod pomnika, gdzie odbyła się potyczka oddziału „Łupaszki” z funkcjonariuszami UB i milicji. Trasa, to magiczna cyfra 1963, bowiem w tym właśnie roku zginął ostatni Żołnierz Wyklęty.
Za oknem słonecznie i... biało, cały krajobraz posypany śniegiem niczym cukrem pudrem. Zaliczyłam spacer wokół jeziora Dużego Domowego i zasiadłam przed telewizorem, by dopingować moją faworytkę - Justynę Kowalczyk.
„Kręciołowe” grono, to jedna, wielka rodzina - stąd potrzeba spotkań w charakterystycznych, łączących wszystkich momentach. Najczęściej spotykamy się w sezonie rowerowym, by na jednośladach przeżywać wspaniałe przygody, odkrywać ciekawe miejsca, podziwiać piękno przyrody, odpoczywać na łonie natury. Nie stronimy od wspierania różnorodnych, organizowanych przez inne stowarzyszenie i instytucje uroczystości nic więc dziwnego, że nadano nam przydomek: „weszędobylskie Kręcioły”. Razem na rowerach, razem na uroczystościach, razem też na opłatkowaniu i kolęd śpiewaniu.
Gdy 4-tego października tuż przed 10-tą zaczęliśmy zjeżdżać się na Plac Juranda – stałe miejsce „Kręciołowych” spotkań, to wszyscy kolejno oznajmiali, że mamy przed sobą ostatnią, tak ciepłą niedzielę. Warto więc wykorzystać piękny dzień na miłą wycieczkę, a najlepiej poszukać grzybów.
Chyba „Kręciołowe” grono poważnie potraktowało śpiew z minionej wyprawy o „ostatniej niedzieli”, ponieważ w dniu wyjazdu peleton zasiliły tylko dwie panie i trzech panów.
Gdy zjawiam się w Wodzisławiu – małej, urokliwej miejscowości w województwie świętokrzyskim, to moi tamtejsi znajomi zwykle śpiewają: „Hej z góry, góry jadą Mazury”. Zawsze czeka tam na mnie serdeczność, a aktywność i moc atrakcji same wypisują urlopowy scenariusz.
Ponad 30 pątników pobłogosławionych przez księdza Andrzeja Preussa wyruszyło 15 sierpnia spod kościoła pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP w Szczytnie do Groty Matki Bożej Różańcowej w Linowie. Ta niezwykła, trwająca od 16 lat tradycja gromadzi w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Pany wiernych, którzy podczas pielgrzymki śpiewem i modlitwą dają świadectwo swojej wiary.
Taki jubileusz postanowiliśmy uczcić okolicznościową imprezą i w dniu 11 lipca 2015 r. zebraliśmy się w restauracji „Zacisze”, by wspominać i świętować.
Nadleśnictwo Spychowo – współtwórca akcji: „Przywitaj lato razem z nami” zorganizowanej przez Sołectwo i GOK Świętajno - dokonało uroczystego otwarcia szlaku rowerowego „Lanca”.
Wszechobecny zapach kwiecia lipowego towarzyszy mi od kilku dni. Gdy rano idę do pracy, to połączony z aromatem chleba z pobliskiej piekarni aż zapiera dech w piersiach i przypomina, że tak właśnie pachną wakacje. Ja już urlop miałam, więc teraz zadowalam się weekendowymi wypadami na łono natury. Gdy dziś padła propozycja dotarcia rowerem do Nart od razu pomyślałam o Biesiadnej Lipie i takiej namiastce urlopowego luzu. Wszak Narty, to typowa, tłumnie oblegana, rekreacyjna miejscowość.
Góra Czterech Wiatrów, to magiczne miejsce z niezwykłą mocą przyciągania. Szczególnie zimą ze wszystkich stron ściągają do Mrągowa pasjonaci sportów zimowych. Organizowane są tam też zawody. W ostatnią sobotę lutego wreszcie i ja zasiliłam grono zawodników startując w rywalizacji o „Puchar G4W”.
Gminny Ośrodek Kultury oraz Nadleśnictwo Wielbark w dniu 1 lutego 2015 r. zorganizowało wspaniałą imprezę - wyprawę po przygody i szusowanie przez zimowym lasem. To już kolejna tego typu fajna zabawa integrująca miłośników narciarstwa biegowego.
Zimy szukałam w górach - tam znalazłam jedynie sztuczny śnieg; gdy wróciłam na Mazury – przywitał mnie prawdziwy, biały puch. Nie traciłam czasu, natychmiast wyciągnęłam biegówki i ruszyłam w leśnodworski las.
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.