Mieszkam w Szczytnie od kilkunastu lat. No, ale przedtem mieszkałem w Warszawie lat kilkadziesiąt.

Dodaj komentarz

Na przełomie lat 50. i 60. niesłychanie popularną była książka Jarosława Haška „Przygody dobrego wojaka Szwejka”.

Dodaj komentarz

Ten felieton, pisany pod koniec urlopowego sezonu, będzie o tym, jak oceniam minione wakacje z mojego letniego punktu widzenia, to jest z wysokości szczycieńskiej, widokowej wieży ratuszowej. Od dwóch miesięcy przebywam tutaj po kilka godzin dziennie. Mam zatem pewne, może ciekawe, spostrzeżenia odnośnie spędzania przez młodych ludzi tych zawsze oczekiwanych, wakacyjnych miesięcy.

Dodaj komentarz

Cóż to za okropny miesiąc. Niemal co chwilę ktoś umiera. Przed tygodniem napisałem kilka słów o Ewie Demarczyk.

Dodaj komentarz

Odeszła od nas kolejna artystka. Wielka gwiazda polskiej piosenki. Powszechnie uważana za największą w powojennej Polsce. Zresztą słusznie. Ewa Demarczyk, to był ktoś, kto „nad poziomy wylatywał”, że zacytuję fragment „Ody do młodości”.

Dodaj komentarz

Ten stary, dobry jazz konserwuje i odmładza. Potrafi rozruszać i rozbawić zarówno młodych, ambitnych kujonów, czyli, według Osieckiej - okularników, jak i dziadowatych, zgorzkniałych zapyziałków. Mogliśmy przekonać się o tym podczas koncertu w szczycieńskim MDK, w piątek 7 sierpnia. Była to już dwunasta edycja cyklicznych wieczorów jazzowych w Szczytnie.

Dodaj komentarz

Od czasu do czasu pisuję coś o kulinariach. Uważam się za konesera dobrego jadła, ale raczej nie często stać mnie na wyszukane luksusy. Tym bardziej lubię powspominać zapamiętane, smakowe doznania. Do dzisiejszego tematu sprowokował mnie prezent, jaki kilka dni temu otrzymałem od moich przyjaciół z Hiszpanii. Otóż dostałem paczuszkę z cieniutko pokrojoną hiszpańską szynką.

Dodaj komentarz

Jako motto przytoczę króciutki fragment dialogu z dramatu Stanisława Wyspiańskiego „Wesele”. Panna młoda, nie rozumiejąc tematu rozmowy, tłumaczy się: „jo myślała, że co inne”, a wówczas ksiądz dopowiada: „naiwne to i niewinne”.

Dodaj komentarz

Kolejny wielki artysta odszedł od nas na zawsze. Felieton sprzed tygodnia poświęciłem zmarłej niedawno Marcie Stebnickiej. Dzisiaj napiszę o Andrzeju Strzeleckim, który wczoraj pożegnał się z naszym światem (piszę w sobotę, 18 lipca). Pani Marty Stebnickiej, osoby starszej ode mnie o 20 lat, nigdy nie poznałem osobiście. Co innego nieco młodszy ode mnie Andrzej Strzelecki, z którym podczas jego studiów aktorskich, a także trochę później, utrzymywaliśmy znakomite, koleżeńskie stosunki. Dlatego czuję się w obowiązku przybliżenia moim czytelnikom owej nietuzinkowej postaci.

Dodaj komentarz

Tydzień temu zmarła Marta Stebnicka. Wybitna artystka, choć zdaję sobie sprawę, że zapewne niewielu moich czytelników kojarzy sobie tę postać. Marta Stebnicka przeżyła 95 lat, a cały swój artystyczny żywot związała z Krakowem. Przez dziesięciolecia była wręcz ikoną krakowskiej, artystycznej cyganerii.

Dodaj komentarz

Taki temat przyszedł mi do głowy po wizycie u jednego z moich wieloletnich przyjaciół. Otóż Janek, warszawski przedsiębiorca, zbudował w Nartach, koło Jedwabna przepiękny dom. Przy głównej ulicy, na skarpie, z własnym dojściem do jeziora. Parter plus dwa piętra. Przeznaczony dla jego rodziny i ich gości.

Dodaj komentarz

No to wieżę ratuszową mamy otwartą dla zwiedzających. Do niemal ostatniej chwili nikt nie był pewien, czy tego rodzaju atrakcja może dojść do skutku w okresie zaostrzeń antywirusowych.

Dodaj komentarz

Piosenka jest dobra na wszystko - jak zapewniali Starsi Panowie Dwaj. Przed wojną Hanka Ordonówna informowała: ja śpiewam piosenki, brzmią czułe dźwięki ludziom na pocieszenie.

Dodaj komentarz

Na początku przyszłego roku minie dziesięć lat od śmierci mojej wielkiej przyjaciółki Iwony Jurczenko-Topolskiej. Niedawno przypomniano o niej, z okazji wręczenia najlepszemu maturzyście Zespołu Szkół nr 3 w Szczytnie nagrody jej imienia. Nagroda ta (500 dolarów) ufundowana przez Iwonę, wręczana jest co roku od 25 lat. Dzisiaj ćwierćwieczną tradycję kontynuuje jej mąż.

Dodaj komentarz

Niedawno, słuchając wywiadu telewizyjnego z jednym z popularnych artystów, ubawiła mnie jego odpowiedź na pytanie: „co pan sądzi o telewizyjnym programie naszej stacji” (nieważne jakiej). „Czy pani ma na myśli to, co tam czasem widać między reklamami?” - odpowiedział jej znany muzyk. No właśnie. Reklama zdominowała wszystkie formy naszej współczesnej egzystencji. Chciałoby się powiedzieć, że oto mamy aktualne signum temporis, czyli znak czasów.

Dodaj komentarz

Dwa tygodnie temu ukazał się w „Kurku Mazurskim” mój felieton „Uroki miasta niewielkiego”.

Dodaj komentarz

Tegoroczne lato zapowiada się niezbyt ciekawie. Cytując wieszcza: Bronią się jeszcze twierdze Grenady, ale w Grenadzie zaraza. Szczytno, to nie Grenada, a nasze zamkowe ruiny, to nie taka znowu twierdza. Niemniej wszyscy walczmy dzielnie z pandemicznym paraliżem wszelakiej, rozrywkowej inicjatywy. Co do mnie, to walczę. I o tym chcę dzisiaj napisać.

Dodaj komentarz

Mieszkam w Szczytnie już od ponad piętnastu lat. Kawał czasu, choć w moim wypadku jest to zaledwie 20% dotychczasowej egzystencji. Wcześniejsze osiemdziesiąt procent spędziłem w Warszawie. Po tylu latach zmagań z wielkim miastem nie było mi łatwo przyzwyczaić się do codzienności życia w mieście niewielkim.

Dodaj komentarz

Jest niedziela. Wyborcza niedziela. Słowo wyborcza powinienem ująć w cudzysłów. Od kilku co najmniej dni otacza mnie bezustanny jazgot telewizyjny.

Dodaj komentarz

Wkrótce kolejna rocznica zwycięskiej bitwy pod Monte Cassino. Uważanej za jedną z najbardziej zaciętych batalii II wojny światowej. Historycy najczęściej wymieniają obok niej tylko cztery zbrojne działania o tak wielkim zaangażowaniu i bohaterstwie walczących: bitwę pod Stalingradem, walki na Łuku Kurskim, a także lądowanie aliantów w Normandii oraz Powstanie Warszawskie.

Dodaj komentarz